Wyobraź sobie ciepły, włoski wieczór. Słońce już nisko, powietrze jeszcze ciepłe, na stole oliwki, trochę sera, może focaccia. Ktoś otwiera butelkę – bez huku jak przy szampanie, bez fajerwerków. Ciche „psssst”… i nalewa się kieliszek.
To właśnie frizzante.
Nie próbuje być gwiazdą wieczoru. Nie wali bąblem po nosie. Ma delikatne, subtelne musowanie – takie, które tylko podkręca świeżość. Bąbelki są lżejsze, szybciej znikają, ale zostawiają uczucie orzeźwienia i chęć na kolejny łyk.
We Włoszech to wino codzienności. Nie na wielkie toasty.
Na rozmowę. Na śmiech. Na „jeszcze po jednym”.
I może właśnie dlatego smakuje najlepiej – bo nie udaje niczego więcej, niż jest. #keto #pasta #italianketo #food #nocnegotowanie #cooking #recipe #jedzenie #pewnidobregoprzepisu #dietetyczka

8 Comments
Mogę spróbować?
dej łyka
Też tak robie
ale masz łatwość w objaśnianiu
To co w niedziele kolejny odcinek? :>
Kieliszek później nie yebie zamrażarką?
bąbel
przyzywczailes mnie juz do codziennej rolki, do tego stopnia, ze codziennie o 20 wchodze, aby ją zobaczyc